Apteka – ten niezręczny moment…

0
407

Niezależnie od tego, po co wybieramy się do apteki, pamiętajmy – farmaceuta ma nam pomóc, jednak nie jest on lekarzem. Wszystkie problemy zdrowotne zdecydowanie powinnyśmy omówić w pierwszej kolejności ze swoim internistą. Kiedy jednak wybieramy się do apteki po środki bez recepty, musimy być pewne własnej diagnozy. Współcześnie zbyt często opieramy swój werdykt na opisanych w Internecie dolegliwościach i wdrażamy sugerowane sposoby leczenia. Skutki bywają zgubne, szczególnie przy problemach dermatologicznych. Jednak niepodejmowanie żadnych prób poradzenia sobie z własnymi schorzeniami, jest często jeszcze gorsze. Wiadomo, że zdecydowanie łatwiej i szybciej jest się dostać do apteki, niż znaleźć wolny termin u specjalisty – nawet prywatnie. Ale w aptece często nagle pojawia się stres – bo jak powiedzieć o pewnych dolegliwościach dyskretnie, bez wstydu i, co gorsza, poprosić o radę w miejscu publicznym? U lekarza mamy pewne poczucie intymności i pamiętamy o tajemnicy lekarskiej. W aptece otaczają nas inni ludzie. Często więc stresuje nas nie tyle rozmowa z farmaceutą, co strach o reakcje obcych. Potępiające spojrzenia, ironiczne uśmieszki, złośliwe komentarze – to koszmar, który prześladuje wiele z nas, niezależnie od wieku.

72 godziny wstydu

Patrycja ma 19 lat. Planuje rozpocząć studia prawnicze na jednej z najlepszych uczelni w Polsce.

Raz udałam się sama, późną porą, po tabletkę „72 po”. To była sytuacja kryzysowa. Mój chłopak przekonywał mnie, żebym tego nie robiła, bo według niego nie było żadnego ryzyka wpadki. Miałam odmienne zdanie, więc postanowiłam to załatwić, by w nocy móc zasnąć spokojnie. Nie chciałam bezsensownie ryzykować, mam plany na przyszłość, a jedną głupią sytuacją mogłam je zaprzepaścić. W aptece były dwie osoby przede mną – za mną stała młoda kobieta, taka koło trzydziestki maks. Specjalnie udałam się do jak najbardziej oddalonego okienka. Obsługiwała mnie starsza farmaceutka, która bez słowa, ze zniesmaczoną miną, wydała mi lek. Czułam, jakbym zrobiła coś strasznego. Co gorsza, gdy mijałam tę „trzydziestkę”, ta jeszcze prychnęła lekceważąco w moją stronę. To było straszne, chciałam się zapaść pod ziemię. Nie rozumiem, dlaczego niektóre kobiety muszą jeszcze dobijać inne w takich sytuacjach… Może teraz bym coś odpowiedziała. Wtedy – zabrakło mi słów.

Poproszę… dla siostry…

Ania pracuje w dużej korporacji na stanowisku kierowniczym. Ostatnio wraca do zdrowia po dosyć poważnej kontuzji. Pływanie jest jej lekarstwem.

Zapisałam się na basen, no i stało się – po jakimś czasie dostrzegłam ślady grzyba na paznokciu. Przechodziłam to już kiedyś, więc zdecydowałam się na zakup sprawdzonego środka. Wracając z treningu, bez makijażu i z jeszcze wilgotnymi włosami, weszłam do apteki. Poprosiłam farmaceutę o wydanie preparatu, choć było to trochę niezręczne, bo facet był bardzo przystojny. Udawałam więc głupią i grałam, że niby chcę to kupić dla siostry i prosiłam o wskazówki, dotyczące stosowania, żebym je niby mogła ”przekazać”. Farmaceuta chyba nawet udawał, że mi wierzy. Jednak w tym czasie, po aptece, kręcił się mały chłopiec. Dzieciak przeglądał ulotki, biegał, przyklejał się do szyby. Nagle wypalił na cały głos: „babciu, to grzyby rosną na paznokciach?” A jego babcia odpowiedziała: „Uspokój się, to tylko tym ludziom, którzy się nie myją. Jak będziesz się kąpał, to tobie nie wyrosną.” Zapłaciłam w milczeniu, byłam cała czerwona i kompletnie zażenowana! Czułam się jak ostatni brudas, choć na co dzień jestem pewna siebie i mam sporo dystansu.

Bananowe czy nawilżane?

Ola, młoda studentka z małej miejscowości, opowiada swoją historię:

Kiedy jestem poza Warszawą, zawsze jest mi głupio kupić w aptece prezerwatywy. Niby to „najbezpieczniejsze” miejsce do zakupu, ale jak tylko widzę oczyma wyobraźni te moherowe babcie, które cały czas wszystko podsłuchują i przypominam sobie pewną niedelikatną farmaceutkę z apteki nieopodal mojego domu (a u mnie w okolicy aptek jest dosłownie kilka), która za każdym razem odkrzykuje do mnie, jakie ma typy Durexów, to aż mnie skręca w żołądku. Przy okienku specjalnie wszystko jej dokładnie tłumaczę. A ona wiecznie sprawia, że jest mi jakoś niezręcznie. Kiedyś myślałam, że z wiekiem to przejdzie, no ale tak się nie stało.

Podejmuję wątek:

Jednak ja czasem też podsłuchuję, jakkolwiek głupio to nie brzmi. Nie to, że interesują mnie problemy innych ludzi. Ale raz, przez przypadek, usłyszałam jak farmaceutka zachwala Mucovagin. I gdyby nie to, to być może nie odkryłabym środka, który wielokrotnie ratował mi… skórę.

Tak, tak też bywa. Ale nasze zdrowie, to nasza sfera intymna. I dlatego nie rozumiem kobiet oraz mężczyzn, którzy potrafią czasem niektóre sprawy nawet głośno skomentować! Byłoby mi wstyd, nie rozumiem, jak tak można.

Od kobiet dla kobiet

Trudno się nie zgodzić. Często zapominamy, że każdy z nas jest tylko człowiekiem i ma swoje problemy. Wydawałoby się, że psychicznie już zupełnie przywykłyśmy do aptek i jeśli potrafimy dyskutować z farmaceutą przez pół godziny o najlepszym środku do wybielania zębów, to w zasadzie możemy porozmawiać z nim o wszystkim. Ale gdy przychodzi do poważnych problemów, to często zamykamy się w sobie. Boimy się poprosić o radę (bo jeszcze wyjdziemy na niedoinformowane), zapytać o zamiennik (bo jeszcze ktoś w kolejce pomyśli, że nas nie stać), nie chcemy głośno mówić o swoich dolegliwościach. Takie słowa jak „czopki”, „flegma”, „ropa”, czy „potencja” trudno przechodzą nam przez usta. I niby świadomość narodu rośnie, a my staramy się podchodzić do wielu sytuacji bez skrępowania, ale czasem i to nie wystarcza.

Pamiętajmy, żeby każdemu pozwolić czuć się komfortowo i starajmy się zachować odpowiednią odległość od obsługiwanych pacjentów. To niby tak niewiele a być może ta osoba, dzięki naszej wyrozumiałości, faktycznie opisze swoje problemy i zamiast z syropem na przeziębienie, wyjdzie z potrzebnym jej testem na HIV. Bądźmy wyrozumiałe dla innych kobiet i nie oceniajmy. Bo kto wie, co kiedykolwiek czeka nas, nasze koleżanki lub córki…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here