Czy naprawdę nie masz się w co ubrać?

7
107
Stressed woman deciding what to wear

Chiny, prowincja Guangdong, okolice Hongkongu. To tutaj są często produkowane wszystkie must have, które przychodzą do nas w pięknie obrobionym graficznie newsletterze ulubionej sieciówki. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie tragiczne warunki, w jakich powstaje nasz neonowy top z nadrukiem lub brokatowa kopertówka z klipsem. Teoretycznie zdajemy sobie z tego sprawę.

Ta przysłowiowa miska ryżu gdzieś tam nam się kiedyś obiła o uszy. I niby nawet zwiesimy na chwilę głowę z refleksją, gdy zobaczymy zdjęcia smutnych dzieci przy taśmie produkcyjnej, a kiedy jeszcze przeczytamy, że pracują po kilkanaście godzin dziennie za niewolniczą stawkę, to w ogóle robi się jakoś tak niezręcznie i mało zabawnie. Ale wtedy wyłączymy ten przygnębiający artykuł o biednych chińskich dzieciach i wracamy do pracy, przeglądając, tak niby tylko przy okazji, ulubione strony sklepów i śledzone z dystansem blogi modowe.

*Scroll* Ach, te blogerki to mają kolorowe, pozbawione problemów życie. Nie to co te biedne chińskie dzieci. Jakie to niesprawiedliwe. I one jeszcze na dodatek każdego dnia noszą coś innego. No ale ja to przeglądam tylko tak z nudów. Hmm, w sumie ten żakiecik to całkiem fajny i ta bluzka też by mi pasowała. Ciekawe skąd to…? Dobrze, że mają sklep online. *Open New Tab*.

Brzmi chociaż trochę znajomo? Jeśli tak, to nic dziwnego. Z każdej strony jesteśmy zasypywane fashion newsami: „W tym sezonie paski wracają do łask!”; „Seksowna czerwień to hit tej jesieni”; „Italian chic – najgorętszy trend prosto z Włoch!”.

I zbyt często nie potrafimy powiedzieć STOP. Niby rozsądnie kalkulujemy i nie wydajemy głupio naszych oszczędności. Ale jeśli w jednym miejscu spodobał nam się szalik, a w drugim sweterek, to i tak stałyśmy się ofiarą reklamy – nawet jeżeli cała reszta ubraniowego zestawu ze zdjęcia została przez nas chłodno zignorowana. I często jest też tak, że jak już kupimy ten śliczny sweterek ze splotem w warkocz, to nagle, kurczę, nie mamy do niego spodni. Wtedy przypomina nam się, że właściwie to miałyśmy sobie kupić te brakujące spodnie – *w tym miejscu znajdujemy x wad wszystkich naszych obecnych par dżinsów*. Machina konsumpcjonizmu nigdy nie zwalnia. Ale czy da się kupować trochę bardziej świadomie?


Nie chodzi o to, aby wszystkiego sobie odmawiać i przywoływać tragiczny obraz małych pracowników fabryki za każdym razem, gdy oglądamy coś w galerii handlowej. Jesteśmy kobietami i zasługujemy na chwilę przyjemności. Tylko musimy dobrze zrozumieć, czym właściwie jest ta przyjemność. Bo, wbrew specjalistom od marketingu, wydawanie naszych ciężko zarobionych pieniędzy na ubrania zalegające w szafie, nie jest niczym przyjemnym. Prędzej budzi wyrzuty sumienia, które zagłuszamy teoriami, że przecież założymy to w: lato, zimę, następny weekend, na wesele, jak schudniemy, JAK W KOŃCU BĘDZIE DOBRA OKAZJA. Szkoda jedynie, że ta okazja prawie nigdy nie przychodzi, a nam głupio jest wyrzucić tę specjalną rzecz, bo przecież tyle kosztowała.

Czym w takim razie może być odzieżowa przyjemność?

Przyjemnością może być chwila, kiedy w końcu uda nam się kupić kaszmirowy sweter, na który tak długo odkładałyśmy. Gdy założymy go w zimny wieczór, a chłód wcale nas nie dotknie. Przyjemna może być delikatna dla naszej skóry jedwabna bluzka, założona w upalny dzień. I nie chodzi o to, abyśmy szybko teraz wygooglowały zalety kaszmiru lub sklep z jedwabnymi bluzkami online.

Przyjemne jest zdobywanie rzeczy, w których naprawdę będziemy chciały chodzić. Które nie będą leżały wciśnięte w kąt szafy. Przyjemne jest wyjście z galerii handlowej bez poczucia winy, które na siłę staramy się zagłuszać sztuczną radością z nowego, zbędnego nabytku. Bo z pewnością nie jest dla nas przyjemne, kiedy opuszczamy tę galerię obładowane siatkami, mając na sobie sweter z metką 100% akryl, który ani trochę nas nie grzeje, a jedynie wywołuje nieprzyjemne dreszcze, gdy się spocimy. Złudną przyjemnością jest zerwanie z siebie tego akrylowego swetra w domu, kiedy mamy go dosyć po całym dniu.

Przyjemnością jest kupować świadomie, kochać siebie i lubić ubrania, które są dopełnieniem naszego wizerunku – a nie próbą jego całkowitej kreacji, w zależności od aktualnych trendów. Uporządkowana szafa, w której każda rzecz ma swoje miejsce i cel, również sprawi nam większą przyjemność niż poupychane w kąt siatki z ubraniami. Przyjemność niesie podejmowanie rozsądnych decyzji i rozpieszczanie siebie oraz inwestycja w luksusowe materiały, zamiast w kolejne t-shirty, rozciągające się po dwóch praniach.

W Polsce świadome kupowanie powoli staje się popularne. Zaczynamy zwracać uwagę na skład materiału, interesujemy się markami, które wybieramy. Społeczna odpowiedzialność biznesu kwitnie, firmy zmieniają swoje strategie. Projektanci podkreślają regionalny charakter ubrań, zaczynają wychodzić książki, w których autorzy podchodzą do mody rozsądnie (np. Joanna Glogaza i jej debiut literacki Slow fashion).

Dla osób, które od lat mają obojętny stosunek do trendów i stawiają na jakość materiału, wykonanie oraz dopasowanie do swojej garderoby, robi się dużo łatwiej. Dla śledzących listy must have – jest nadzieja. Że mniej będzie wyrzutów sumienia, a więcej – prawdziwej przyjemności.

7 KOMENTARZE

  1. Artykuł porusza wiele istotnych kwestii, które w większości przypadków niestety odzwierciedlają rzeczywistość- ilość, nie jakość… Droga Autorko tekstu, chętnie poczytałabym co nieco o składach materiału, czekam z niecierpliwością na kolejny artykuł :>

  2. Super artykuł – prawda, często ciężko powiedzieć stop, ale też nic nie poprawia humoru jak zakupy 🙂

  3. Faktycznie ostatnio zmieniło się podejście niektórych producentów ubrań I to dobra zmiana 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here