Hashimoto – walka, która nie ma końca…?

2
67
Tablet with "Hashimoto" on screen, stethoscope, pills and objects on wooden desktop.

Życie w wiecznym marazmie. Przesypianie kilkunastu godzin i ciągłe poczucie zmęczenia po przebudzeniu. Słabe paznokcie. Wypadające włosy. Sińce pod oczami i kiepski stan cery. Płacz. Krótki śmiech. Zmęczenie. Przypływ energii i kołatanie serca. Bóle całego ciała. +2 kilogramy. Brak apetytu. -0,5kg. Wilczy apetyt. Poczucie beznadziei. Senność. Nerwowość. Senność. Wściekłość. I znowu kłąb włosów na poduszce. I znowu wszechogarniająca senność…

Tak mniej więcej można streścić życie z chorobą. Sinusoida nastroju i wyglądu. Kobiety, które cierpią na Hashimoto, choć mają mniej lub bardziej nasilone objawy, codziennie zmagają się z różnymi utrudnieniami w normalnym funkcjonowaniu. Niestety, choroba ta często postrzegana jest jako przykrywka dla lenistwa i ciągłego marudzenia. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak bardzo złożone potrafią być jej objawy. Zwłaszcza, że Hashimoto rzadko występuje w pojedynkę. Ma swoich wiernych przyjaciół – insulinooporność, niedoczynność tarczycy, PCOS, depresję… Jednak ironia, z jaką zwykło się mówić o osobach dotkniętych tą przypadłością i ich problemach sprawia, że coraz więcej kobiet wstydzi się opowiadać o swym schorzeniu otwarcie, ze strachu przed wyśmianiem i uczynieniem z nich hipochondryczek.

Codzienność z Hashimoto

Należę do tych szczęściar, którym udało się przyzwyczaić do choroby i w miarę normalnie zacząć funkcjonować. Nie mam żadnych problemów z utrzymaniem wagi. Regularnie biegam, wykonuję ćwiczenia siłowe. Mam sylwetkę taką, jaką po prostu chcę mieć. Wymaga to bardzo dużo wysiłku i silnej woli, ale dbanie o wygląd sprawia mi przyjemność. Choroba jednak jest wzmożona na innych płaszczyznach. Mogę spać kilkanaście godzin i wciąż jestem zmęczona. Włosy, pozbawione przez chwilę wzmożonej pielęgnacji, sypią się jak liście z drzew przed nadejściem zimy. Cera łatwo się buntuje, kiedy nie przestrzegam ścisłej diety. Ale cały czas walczę. Nie oznacza to jednak, że bagatelizuję problemy innych kobiet z tą przypadłością. Bo wiem, że ma ona za każdym razem inny przebieg. Może mi jest po prostu łatwiej. Może mam więcej silnej woli. A może po prostu poważniejsze objawy dopiero wystąpią. Właśnie dlatego nie oceniam. Jednak ludzie uwielbiają krytykować. Że leniwym babom to się nic nie chce. Że tylko marudzą i marudzą, bo nie mają ochoty wziąć się za siebie. Jasne, są i takie przypadki. Ale nigdy nie wiemy, jak trudno było rano wstać z łóżka dziewczynie, z której akurat sobie zażartowaliśmy. I nie mamy pojęcia jaką walkę toczy kobieta, której odechciewa się żyć po każdym głupim docinku, słyszanym codziennie od bliskich.

Metody walki

Chociaż nie istnieje lekarstwo na Hashimoto, wiem, co pomogło mi w ustabilizowaniu objawów. Walka ze stresem. Łatwo powiedzieć – nie stresuj się tyle. Czasem po prostu jest to niewykonalne. Jednak można próbować rozładowywać ten stres regularnie. Pracując w kilku miejscach jednocześnie i kończąc edukację, wracając codziennie do domu koło 20:00, ciągle szukam odrobiny silnej woli, żeby iść pobiegać. I jeśli się jednak wybiorę, to później zawsze jest mi tak jakoś lepiej. Endorfiny to silna broń. Pamiętam także o diecie. Unikanie cukru jest dla mnie naprawdę efektywną metodą walki z Hashimoto. Wiele osób poleca konkretne zasady żywienia, jednak najlepiej zawsze wykonać odpowiednie testy na alergie pokarmowe i wspólnie z dietetykiem opracować indywidualny plan żywienia. Spędzanie czasu na powietrzu, wyciszanie się, spacery z przyjaciółmi. Wykonywanie czynności, sprawiających radość. U mnie to działa i pozytywnie napędza do życia.

Kiedy inni nie rozumieją

Najtrudniej jest jednak, kiedy bliscy nie okazują wystarczającego zrozumienia i wciąż tylko krytykują. Warto wtedy usiąść z nimi i pokazać odpowiednie materiały – filmy, artykuły, które dobrze obrazują życie z tą chorobą. Brak świadomości to często przyczyna takiej postawy. Właśnie dlatego należy informować. Bo opinia, że teraz wszyscy mają Hashimoto nie zwalnia z bycia wsparciem dla najbliższych. Bagatelizowanie choroby przez rodzinę wyłącznie pogarsza sytuację i może doprowadzić do pogłębienia stanów depresyjnych. A nasi bliscy powinni mieć tego świadomość.

Trzymam kciuki za wszystkie kobiety, które każdego dnia walczą z tą chorobą. I pamiętajcie – nawet jeśli „istnieją gorsze schorzenia”, to nikt nie może wmawiać Wam, że macie się za pstryknięciem palcami czuć lepiej. Hashimoto to ciągła walka o normalne życie.

2 KOMENTARZE

  1. Mam dokładnie te same objawy, które opisałaś + dodatkowo stwierdzoną insulinoodporność i PCOS, jednak każdy endokrynolog po wykonaniu kilku badań mówi, że to nie Hashimoto. Czy to możliwe, że badania tarczycy wychodzą ok przy tej chorobie?
    Pozdrawiam

  2. DM, nie jestem lekarzem, dlatego nie mam żadnego prawa podważać diagnozy specjalisty.
    Wiem jednak, na podstawie relacji bliskich osób, że ta paskudna choroba lubi się „ukrywać”.
    Warto wykonać USG tarczycy, aby mieć jej dokładny obraz. Ważne są również przeciwciała aTPO i TRAb (poza standardowym TSH, fT3 i fT4, które lekarze zazwyczaj zlecają jako jedyne badania). Możesz również sprawdzić poziom witaminy D. Jeżeli nie jesteś zadowolona z dotychczasowego przebiegu wizyt i kroków diagnostycznych, warto poszukać lekarza, który wzbudzi Twoje zaufanie i pomoże Ci odkryć przyczynę niepokojących objawów. W razie innych pytań, służę pomocą:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here