Im dłużej się starasz, tym więcej wiesz.

0
635
Close up of a couple holding paper man chain of a family. Young couple deciding on family planning. Closeup of paper man chain of a family. Parent’s hands holding a paper family.

 

Pierwsza Córka urodziła się jak skończyłam 27 lat – trzy miesiące po moich urodzinach. Staraliśmy się o Nią pół roku (o ile staranie się bez większej świadomości w jaki sposób sobie pomóc można nazwać staraniem się o dziecko). Leżenie nogami w górę po stosunku i inne podobne podpowiedzi koleżanek i dziewczyn z forum internetowego, pełnego tego typu wymysłów, nie bardzo przynosiło efekty. Aż w końcu wyjazd na wakacje wiążący się ze zmianą klimatu, odstresowaniem i nie spinaniem się nad chęcią bycia Mamą (koniecznie w tym momencie!) spowodowało, że w końcu się udało.

Minęły prawie cztery lata od narodzin pierwszego szkraba i stwierdziliśmy z mężem, że najwyższy czas pomyśleć o rozpoczęciu starań nad Drugą pociechą. W tym przypadku nie chciałam zastanawiać się kiedy i dlaczego jeszcze nie w tym miesiącu (!!). Za każdym razem, po nieudanym miesiącu starań, załamywałam się coraz bardziej, więc postanowiłam mocniej się zaangażować i poznać siebie oraz swoje ciało. Zaczęłam od kupna termometru owulacyjnego, którym codziennie rano o tej samej porze, tj. przed wstaniem z łóżka, mierzyłam temperaturę. Następnie znalazłam aplikację, w której na kolorowo wprowadzałam wszystkie dane. Te proste, systematyczne czynności pozwoliły mi lepiej poznać siebie i swój organizm. Kupiłam też suplement diety Ovarin dla kobiet starających się o dziecko (zawiera m.in. kwas foliowy niezbędny przyszłej mamie) oraz zmieniłam dietę. Ponadto nauczyłam się badać sobie szyjkę macicy oraz rozpoznawać rodzaj śluzu charakterystyczny dla kolejnych etapów cyklu. Po trzech miesiącach perfekcyjnie wiedziałam, czy szyjka macicy jest wysoko, nisko, czy się otwiera czy zamyka. W końcu po 5-ciu miesiącach udało się – zaszliśmy w ciążę. Byłam tak bardzo zaznajomiona ze swoim ciałem, że wiedziałam dobrze, którego dnia nastąpiła implantacja (zagnieżdżenie) zarodka. Nie wariowałam od razu. Czekałam od dnia spodziewanej miesiączki jeszcze kilka dni zanim poszłam do ginekologa. Po wejściu do gabinetu usłyszałam pytanie lekarza: „Co mnie sprowadza?”, na które odpowiedziałam: „Jestem w ciąży”. Na co lekko zdziwiony Pan doktor spytał: „Skąd ta pewność? Ile się Pani spóźnia okres? Jak długie ma Pani cykle i czy miewa Pani nieregularne”. Na co odpowiedź z mojej strony (z równoczesnym wskazaniem na telefon): „Dzięki samobadaniu i aplikacji w telefonie dokładnie nawet wiem, kiedy zaszłam w ciążę i mogę Panu podać termin porodu”. Lekarz lekko się uśmiechnął z powątpiewaniem, ale później sam zdziwiony przyznał, że z datą faktycznie się nie pomyliłam.

Na koniec dziewczyny trochę teorii oraz jak ta teoria wygląda w praktyce:

Nasz cykl trwa średnio 25 – 32 dni. Należy pamiętać, że są kobiety mające krótsze bądź dłuższe cykle, a także nieregularne. Niezależnie od jego długości, cykl dzielimy na cztery fazy.

Pierwszych kilka dni to tzw. I faza (niepłodna). W tych dniach oczyszcza się nasz organizm i macica przygotowuje się na następny cykl. Plamienia (menstruacja) trwają średnio od 3 do7 dni.

Po tej fazie wchodzimy w fazę II – folikuralną. W tych dniach powinnyśmy zacząć obserwować swój organizm badając szyjkę i mierząc temperaturę w pochwie – u każdej z nas temperatura może być inna, ale uśredniając jest to wartość między 34,6 a 36,8°C.

Kolejna faza – III, to owulacja – temperatura skacze wtedy w górę o ok. 0,5°C wzwyż. UWAGA! – bardzo często przyjmuje się, że 14 dzień cyklu (dokładnie jego połowa) to właśnie dzień przypadający na owulację. Niestety taka sytuacja ma miejsce tylko wtedy, gdy cykl jest „książkowy” i trwa 28 dni. Każda z nas wie, że w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Aby mieć pewność, że akurat DZIŚ mamy owulację, niezbędne będzie kontrolowanie temperatury. Uwierzcie, że skok temperatury o 0,5°C jest bardzo zauważalny i nie będziecie w stanie go przeoczyć.

W ostatniej fazie IV (lutealnej) temperatura skacze w górę  od 1°C wzwyż i utrzymuje się tak prawie do samego końca cyklu, a następnie wraz z pojawieniem się krwawienia (1 dzień cyklu) spada. Jeśli jednak utrzyma się dłużej, a okres się nie pojawi, może świadczyć o ciąży :). Implantacja (zagnieżdżenie) zarodka następuje mniej więcej 10 dni po owulacji. Jeśli wsłuchamy się w swój organizm możemy poczuć lekkie uszczypnięcie w dole brzucha – takie małe łaskotanie :). Niektóre kobiety w tym czasie mogą plamić, co niekiedy jest mylone z plamieniem menstruacyjnym.

Pamiętajmy o tym, że każda z nas jest inna i każdy organizm zachowuje się inaczej. Zmiana diety, klimatu, wysiłek fizyczny czy stres może mieć wpływ na nasz cykl. Nie możemy zakładać, że na pewno po 2 tygodniach mam dni płodne czy, że na pewno moja faza lutealna trwa 14 dni. Podstawą jest poznać samą siebie, wsłuchać się w siebie. Wtedy z pełną świadomością będziemy mogły zapoczątkować nowe życie.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here