Kobiece rytuały relaksacyjne

0
475

Kiedy czuję, że wszystkiego mam dosyć i mój poziom napięcia powoli zaczyna sięgać najwyższej kreski wrodzonego wskaźnika stresu, potrzebuję wyciszenia. Problem polega jednak na tym, że w zatłoczonym mieście, gdzie nawet we własnym mieszkaniu potrafię nie odnaleźć ciszy, bardzo trudno jest się odpowiednio zrelaksować. Zawsze największe wyciszenie dają mi nawet krótkie urlopy w górach, kiedy poświęcam czas na całodniowe wyprawy. Wtedy mogę odetchnąć i odpocząć od wszelkich trosk. Ale nie mogę wyjeżdżać tak często, jak rzeczywiście bym pragnęła. Co zatem robię, żeby się zrelaksować?

Prosta recepta: bieganie + babskie SPA!

Po długim treningu ze słuchawkami w uszach, kiedy pozbędę się nadmiaru energii, od razu przychodzę do domu i po krótkim ogarnięciu zaczynam swoje własne rytuały. Włączam na Youtubie w telefonie ulubione składanki muzyki relaksacyjnej i biorę długą kąpiel – do gorącej wody dodaję trochę oliwy i kilka kropli olejku eterycznego, najczęściej pichtowego. Czasem parzę liście kasztanowca i napar z nich dolewam do wanny. Jeszcze przed wejściem do wody pryskam delikatnie włosy mgiełką i nakładam na nie odpowiednio dobrany olej. Następnie, gdy woda trochę się już schłodzi, robię swój ulubiony peeling kawowy – biorę przygotowane wcześniej fusy, do których dodaję trochę cynamonu, cukru i odrobinę chili. Taką mieszanką ostrożnie wykonuję peeling i zostawiam go na skórze przez kilka minut, a następnie spłukuję. Po chwili zmywam również olej z włosów, nanoszę na moment odżywkę oraz maskę. Gdy już usunę wszelkie kosmetyki ze swojego ciała, wycieram się i delikatnie wklepuję ulubione musy nawilżające. W puchatym szlafroku siadam przy biurku, zaczynam tworzyć cuda na paznokciach, aby w przerwach przeglądać ulubione strony sklepów z kosmetykami lub nadrabiać zaległości z YT. W takich chwilach obserwuję przeprawy ludzi najtrudniejszymi szlakami w tatrach lub, jeśli zabłądzę, natrafiam na mało inteligentne filmiki z serii „co byś wolał”, w które angażuję się jak dziecko. Gdy skończę robić paznokcie, kładę się na kanapie i zaczynam czytać mało ambitną literaturę. Tylko czy to wszystko faktycznie działa?

Działa, kiedy tego chcemy

Kiedy wmówimy sobie, że coś nas uspokaja i uczynimy z tego pewnego rodzaju rytuał, wtedy taka czynność faktycznie może zacząć wydawać się kojąca. W momencie gdy wiem, że mogę wykonać szereg tych rzeczy i zwyczajnie odetchnąć, sama myśl, co na mnie czeka po powrocie do domu, przynosi pewnego rodzaju ulgę – bo to ten dzień, dzień wypoczynku. Zdecydowanie jednak nie wiążę wizji relaksu z konkretnymi produktami spożywczymi, bo to nie byłoby pomocne dla mojej figury. Mam swój szereg prostych czynności i kiedy jest naprawdę kiepsko, czekam tylko aż wskoczę w buty do biegania, a resztę wieczoru spędzę w ulubionym szlafroku.

 

W moim przypadku to naprawdę działa. A jakie są Wasze własne „rytuały”? Jak najbardziej lubicie odpoczywać?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here