Miejski survival czyli internetowe randki w ciemno

5
415
Blond Woman Surfing Internet Concept

Pan nr 1 – Pan Niejadek

Nieśmiało weszłam do restauracji, kelner zaprowadził mnie do jedynego wolnego stolika. Z niegasnącym uśmiechem na ustach powiadomiłam go o tym, że NA KOGOŚ CZEKAM, usiadłam i zajęłam się tym, co wychodziło mi ostatnio najlepiej, a mianowicie – czekaniem. Każdy wchodzący facet budził nową falę emocji. Wtem drzwi restauracji otworzyły się z hukiem uderzając o ścianę, a w drzwiach stanął mój internetowy Książę. Rozejrzał się po restauracji jak wygłodniały wilk, podszedł zdecydowanym krokiem i bezbłędnie zidentyfikował, że ja to ja.

– Ania?
– Tak – odpowiedziałam najbardziej czarująco jak na daną chwilę mogłam.
– Zamówiłaś coś? – zapytał nerwowo rozglądając się na boki
– Nie, czekałam z zamówieniem na Ciebie – staram się nie dać się wytrącić z równowagi i nadal zapraszającym uśmiechem próbuję rozładować napięcie.
– W takim razie wychodzimy.

Zdziwił mnie jego rozkaz (ton głosu nie wskazywał na prośbę), ale posłusznie założyłam płaszcz i wyszliśmy na zewnątrz. W okolicy było wiele różnych restauracji, więc ja i mój niesłabnący optymizm uznaliśmy, ze zapewne mój Książę zaplanował spotkanie w lepszym miejscu niż pospolita meksykańska sieciówka.

– Nie lubisz tej restauracji?
– Nie. Ja w ogóle nie znoszę jadać w restauracjach. Sam jestem kucharzem w … (tu padła nazwa naprawdę imponującej restauracji) i po prostu nie lubię.
– Dobrze, w takim razie gdzie pójdziemy? – zapytałam z nutą ciekawości w głosie.
– Tam będzie najbezpieczniej – odpowiedział machając ręką w kierunku McDonald’s.

Gdyby Bozia dała mi cycki, to zapewne opadłyby do samej ziemi. Uznałam, że może facet sprawdza czy jestem materialistką. Zamówiłam sok pomarańczowy (za który musiałam zapłacić sama) i ostatkiem sił podtrzymywałam martwą, jak moje kwiaty na parapecie, rozmowę. W międzyczasie zadzwonił do mnie kolega. Uprzedziłam, ze ten telefon muszę odebrać, ponieważ miałam koledze przekazać notatki przed egzaminem (tak, czasy studenckie). Po trzydziestosekundowej rozmowie napotkałam gradobicie pytań:

– Kto to był? To tylko kolega? Gadałaś z nim jakbyście się dobrze znali? Jak ma na imię? A może jesteście razem? A on wie, ze tu jesteś?

Uznałam, że lepiej nie czekać aż mi strzeli z liścia i czas się ewakuować w trybie natychmiastowym. Nie dałam odprowadzić się do samochodu, nie sprecyzowałam też kiedy dojdzie do następnego spotkania. Instynkt samozachowawczy zwyciężył.

Pan nr 2 – Pan Schrodinger

Ta znajomość przetrwała kilka pierwszych randek. W końcu dotarła do tej randki, która aż prosiła się o zwieńczenie jej pierwszym pocałunkiem. Pan Randka podszedł do mnie blisko, bardzo blisko i zamiast po prostu wziąć się za robotę, zapytał czy znam eksperyment z kotem Schrodingera. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że nie. Młodzieniec pospieszył z wyjaśnieniem (bardziej wyrafinowanym niż moje teraz), że w ubiegłym wieku austriacki fizyk włożył kota do szczelnie zamkniętego pudełka z trującym gazem (kiepski tekst na podryw kogoś kto oddaje 1% podatku na fundację „Kocia mama”) i w wyniku tego eksperymentu kot był jednocześnie żywy i martwy, a cały eksperyment zyskał miano paradoksu. Pan Randka, nawiązując do tego eksperymentu, postanowił, że mnie pocałuje i wtedy niczym Schrodinger sprawdzi czy kot jest żywy czy martwy.

No co Wam mam powiedzieć? Kot był martwy, a to było nasze ostatnie spotkanie.

Pan nr 3 – Pan Ornitolog

Umówiliśmy się na spacer po pobliskim parku. Po dłuższej chwili spacerowania, rozmawiania o wszystkim i o niczym dotarliśmy do stawu, po którym pływały kaczki. Mój towarzysz stał się niespokojny i ociężale siadając na ławce nie spuszczał wzroku z kaczek, aż w końcu wygłosił dość niepokojący monolog:

– Nienawidzę ptaków. W zasadzie to się ich boje. Są obrzydliwe. Mają takie śliskie pióra i kości pneumatyczne. – tu nastąpiła dłuższe pauza, po której padło rozbrajające pytanie, poprzedzone długim spojrzeniem w oczy.
– A Ty? Trzymałaś kiedyś ptaka w ręku?
– Eee… – To było jedno z dłuższych „eee” w moim życiu. Nerwowo rozejrzałam się za jakimikolwiek ludźmi, którzy nie pozwolą mi zginąć w parku z nieznajomym. Uwierzcie, że bardzo szybko wracałam z tego spaceru.

Tyle ode mnie! Chętnie dowiem się jakie są Wasze doświadczenia z internetowych randek w ciemno – są jakieś pozytywne?

5 KOMENTARZE

  1. Powiem Ci, że Pan Ornitolog rozwalił mnie na łopatki! 😀 Ja chyba też szybko bym się ewakuowała z tego parku 🙂 A co do moich przygód, to muszę Ci powiedzieć, że nie mam zbyt ciekawych historii, dla komentarza niestety, dla mnie na szczęście. Ja w sumie przy drugim trafiłam na tego, z którym jestem do tej pory. Od razu zwróciłam na niego uwagę, bo miał sporo punktów dopasowania do mnie na mydwoje i jak zaczęliśmy rozmowę, od razu bardzo fajnie nam się kleiła. I od pierwszej randki, przez kolejne, szło to wszystko do przodu, aż w końcu śmiało mogę powiedzieć, że jestem z nim szczęśliwa. A pierwszy facet poznany na tym portalu, to też mało ciekawa historia, było po prostu ok na spotkaniu, ale nie było czegoś więcej, tej tzw. chemii i po prostu nie umówiliśmy się na spotkanie. Jak widać, miałam zdecydowanie więcej szczęścia od Ciebie, ale bardzo chętnie poczytam jeszcze o jakichś śmiesznych sytuacjach, z którymi miałaś styczność. Ale oczywiście życzę Ci też, aby w końcu pojawił się ten jedyny, który nie będzie rozprawiał o dylematach czy o ptakach 😉

  2. Dziękuję bardzo za życzenia i bardzo cieszę się, że skomentowałaś artykuł 😉 jesteś żywym dowodem na to, że nie warto skreślać internetowych randek i się nie zniechęcać. Randki to w ogóle ciekawy temat! Nawet fabuła świetnego filmu „Planeta Singli” właśnie w okół tego została zbudowana. Jeśli chodzi o śmieszne sytuacje, to tych nie brakuje muszę tylko pomyśleć jak je „sprzedać” w artykułach żeby uczestnicy zdarzeń nie mogli się rozpoznać 😉

  3. A ja Was dziewczyny podziwiam za odwagę! 🙂 I potwierdzam, że w moim otoczeniu znam osoby, które miłość swojego życia albo długoletnich partnerów znalazły właśnie on-line <3 Trzymam kciuki!

  4. I wiesz wnuczku poznaliśmy się przez portal randkowy. Bardzo romantycznie bauniu i co żyliśmy długo i szczęśliwie…. ?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here