Obudź się na wiosnę!

2
332

Mimo wielkich obietnic na nowy rok, coś znowu poszło nie tak. Bo śnieg zza okna straszył, a ponure dni zbyt szybko pochłaniał zmrok. Bo do lata było jeszcze tyyyyyle czasu. Bo nie dało się znaleźć motywacji po całym dniu pracy, kiedy jedynym marzeniem był kubek gorącej herbaty z lekkim filmem, grającym w tle. I teraz, kiedy wiosna coraz mocniej manifestuje swą obecność, nagle pojawia się problem. Bo nie da się dłużej ukrywać pod wyciągniętym, moherowym swetrem tej irytującej oponki, a pod spodniami – obwisłej galaretki. Słońce, choć jeszcze delikatne, wydobywa w swoim świetle wszystkie nasze pielęgnacyjne zaniedbania.

 Czy da się coś jeszcze z tym zrobić?

Każdy moment na rozpoczęcie intensywnej pielęgnacji całego ciała jest dobry. Wiadomo, że ciepłe dni są każdego roku pewnym czynnikiem zapalnym – to wtedy starzy wyjadacze podśmiewają się pod nosem z tłumu amatorów na siłowni, a biegacze na ścieżkach kręcą nosem na „sezonowców” w trampkach. Jednak najważniejsze jest, aby po prostu zacząć i nie przejmować się absolutnie nikim i niczym. Co z tego, że bieżnie cały czas okupowane są przez same idealne XSki?

 

Każda z nas jest panią własnego ciała. Warto zatem słuchać jego potrzeb. Jeśli przytyłyśmy przez zimę i nie mamy motywacji by schudnąć, a jednocześnie czujemy się źle z obecnym wyglądem, warto założyć „kalendarz motywacji”. Sprawa jest dosyć prosta. Kupujemy zwykły kalendarzyk w dowolnym kiosku. Każdego dnia notujemy w nim swoje osiągnięcia w dbaniu o formę – „dzisiaj zrobiłam 20 minut treningu z Chodakowską”; „wbiegłam po schodach na czwarte piętro”; „ćwiczyłam brzuch z Mel B”, „zapisałam się na jogę”, „sama wstałam po pilota”. Cokolwiek. Z humorem lub na serio, z nabazgranymi serduszkami na marginesach lub równo zapisaną liczbą kalorii w kratce. Ze zdjęciami szczupłych nóg albo wymarzonej sukienki. Bez jakichkolwiek denerwujących zdjęć motywacyjnych. Chodzi o działanie. Regularność w zapiskach ma nam po prostu pomóc w systematyczności sportowej. Bo po pewnym czasie puste pola zaczną tak trochę doskwierać. A nie sztuką jest, by ten kalendarz po tygodniu olać. „Bo nie mam czasu”, „bo to nie dla mnie”, „bo to nie ma sensu”. Warto w końcu zacząć chcieć coś zmienić – notować drobne cele i opracowywać własne treningowe plany, nawet te najbardziej amatorskie. Wiosna to dobry czas, by uświadomić sobie, że możemy zacząć uprawiać sport, o którym od zawsze marzyłyśmy, nawet jeśli co roku w szkole byłyśmy zwolnione z wf-u, a w domu czeka na nas wieczorem sterta naczyń do pozmywania i pusta lodówka.

Kto pyta, ten czasem błądzi.

Aktywność fizyczna może się okazać bardziej odprężająca niż odcinek dobrego serialu. I teraz, w ciepłe dni, przyjemnie jest pójść na basen lub pojeździć na rolkach. Warto rozważyć też siłownię oraz bieganie. Nie zawsze jednak powinnyśmy się do tego odpowiednio przygotowywać, choć pytań na początku zawsze mamy zbyt wiele i to nie tylko tych w stylu: „jak dobrać buty do biegania” lub „jak poprawnie wykonywać poszczególne ćwiczenia”, ale też (najczęściej): „czy mogę iść w różowych legginsach na zumbę”, „czy machając rękami podczas biegu nie wyglądam głupio”, „czy zmywać makijaż przed zajęciami na stepie?”. I choć podświadomie wiemy, że na najnowszy model Asics lub 50 kg obciążenia jeszcze przyjdzie czas, to mamy pełno obaw. Zwłaszcza tych drugiego typu. Bo w końcu najczęściej męczy nas pytanie „kiedy przyjdą efekty”. I to jest błąd.

Pragniemy zmian w wyglądzie, a warto najpierw zmienić nastawienie do sportu. Znaleźć coś, co się autentycznie pokocha. Bo jeśli nie będziemy mogły doczekać się kolejnego treningu, to będzie właśnie ten czas, gdy efekty staną się kwestią podrzędną. Wszystkie obawy o właściwy kolor sznurówek znikną. Przestaniemy się przejmować tym, że w dresie wyglądamy za grubo i zbyt mało atrakcyjnie, by iść pojeździć na rowerze. Zaczniemy dopieszczać swoją psychikę sportem, a nasze ciało w końcu da odpowiedź – ale wtedy to już nie ona, ta czysto fizyczna, będzie najważniejsza.

Metoda prób i błędów

Nienawidzę wszelkich zajęć fitness. Poważnie, kompletnie nie rozumiem ich fenomenu. Nie jestem w stanie powtarzać określonej sekwencji x razy z pełnym opanowaniem. Bardzo szybko się nudzę, mylę i nie czerpię z tego żadnej przyjemności. Kiedy widzę te wszystkie zapatrzone w instruktorkę, świecące się oczy, a następnie masę ciał, podrygujących w ten sam sposób, od razu mam ochotę uciekać. Nie czuję żadnych endorfin podczas tego całego skakania – skacze mi wtedy co najwyżej kortyzol. Zwyczajnie wiem, że to nie dla mnie – ALE próbowałam. Irytują mnie także sporty zespołowe, więc jakąkolwiek piłkę mogę sobie ewentualnie pokopać podczas gry w Fifę. Uwielbiam jednak biegać, pływać, wspinać się (aczkolwiek do tego ostatniego mam towarzystwo). Odkrycie swych preferencji fizycznych było dla mnie dość zaskakujące. Po prostu dobrze się czuję w sportach indywidualnych, choć w życiu stawiam na zajęcia społeczne. Może dlatego w sporcie potrzebuję odskoczni. Wyciszam się, odpoczywam poprzez wysiłek. Nie ma zatem reguły. Trzeba szukać czegoś „swojego”. A wtedy, tak przy okazji, te stare spodnie znowu zaczną się dopinać. Kalendarz z zapiskami będzie zawsze dobrym źródłem, które, w chwilach zwątpienia, przypomni o radości z podejmowania działania. I jednocześnie pokaże, że wymówki są tylko wymówkami. Bo zawsze będzie ta chwila wolnego. Bo nawet jeśli karnet na fitness kosztuje, to w Internecie wciąż jest pełno fajnych treningów. Bo choroby często przeszkadzają nam na tyle, na ile pozwolimy im stać się usprawiedliwieniami.

Wiosna to świetna pora roku, by coś zmienić. Nie dlatego aby latem wskoczyć w neonowe bikini. Głównie po to, by za rok, o tej samej porze, podziękować sobie za znalezienie sposobu na czerpanie jeszcze większej radości z każdego dnia. By raz na zawsze obudzić się z fizycznego marazmu właśnie wtedy, gdy wszystko inne wokół nas w końcu budzi się do życia.

 

2 KOMENTARZE

  1. Ja już zapomniałam o swoim postanowieniu na Nowy Rok – one nie mają sensu. Wszystko chyba leży w psychice. Spróbuję jednak jeszcze raz, bo nie jestem ze sobą szczęśliwa w tym wydaniu

  2. Mario, głowa do góry! Jeśli nie jesteś ze sobą szczęśliwa, to zastanów się najpierw, co naprawdę chciałabyś zmienić. Czasem wydaje nam się, że problemem jest np. wygląd, a już po zmianie dochodzimy do wniosku, że nie to było przyczyną złego samopoczucia. Trzymam za Ciebie kciuki – żebyś była szczęśliwa, tak szczerze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here