Przepis na to jak być dobrą mamą – kij w mrowisko!

0
442
Smiling woman having fun with baby girl in bed. Top view. Motherhood.

Większość z nas matkami jest lub będzie i zwykle zanim się do czegoś przekonamy i podejmiemy decyzję, mamy za sobą przyswojoną literaturę w temacie. Jeśli czytasz ten tekst to jesteś jedną z tych mam, które są świadome naturalnej skłonności do popełniania błędów – szukają, czytają, poszukują odpowiedzi, mają własne przemyślenia oraz wnioski wyciągnięte z doświadczeń.

Powszechnie wiadomo, że o kp i szczepieniach się nie gada. Dlaczego? Bo tematy te prowokują matki o skrajnych poglądach i samo już rzucenie hasła na forum gwarantuje rozpętanie piekiełka, gdzie prawda każdej ze stron będzie prawdziwsze od tej drugiej. Wyznam od razu – wyrosłam z tej skostniałej dychotomii już przy pierwszej ciąży. Od kilku już więc lat zamiast dolewać oliwy do ognia buchającego z matczynych temperamentów apeluję gdzie mogę o uszanowanie kontekstów i wynikających z nich wyborów matek. Prezentuję nurt (w zasadzie nie wiem czy taki nurt istnieje ale jeśli nie to chciałabym aby zaistniał), który godzi w sobie obie perspektywy. O rety.. teraz to dopiero wsadziłam kij w mrowisko!

Czym skorupka za młodu nasiąknie (dosłownie!)

 Karmienie naturalne to najlepsze co matka może dać swojemu dziecku. Mleko matki  to płynna kompozycja idealnie dopasowanych składników niezbędnych dziecku do życia, zrównoważonego rozwoju i prawidłowego wzrostu – natura sama stworzyła płyn gwarantujący przetrwanie gatunku. Dziś jestem tego świadoma i moja pogłębiona wiedza w temacie zalet karmienia naturalnego utwierdza mnie w tej słuszności, niemniej będę szczera – lekko nie było zanim doszłam do tej konstatacji, droga była ciężka i wyboista, tym lepiej rozumiem wiele młodszych koleżanek.

Mimo ogromu trudu i chęci podejście pierwsze zakończyło się fiaskiem na przełomie 3. i 4. miesiąca życia pierworodnego. Baby blues, totalne zmęczenie, błędy żywieniowe, a przede wszystkim brak wiedzy i jakiegokolwiek wsparcia spowodowały, że moja pierwsza przygoda z kp szybko się skończyła. Świadomość, że nie karmię syna piersią była bardzo trudna do przyjęcia. Bardzo chciałam, ale z różnych względów nie udało się. To mnie nauczyło nie oceniać pochopnie karmiących, czy to piersią czy butelką z mieszanką, matek.

Laktoterroryzm!

 Przez sieć przeszła niedawno fala dyskusji na temat karmienia piersią w miejscach publicznych! Zagadnienie wdzięczne – wystarczy zagaić temat choćby na portalu społecznościowym dostaniemy wachlarz nastrojów społecznych z pełną gamą przekonań, pouczeń, złotych myśli, no i oczywiście, a jakże, obelg. Temat publicznego kp jest rzeczywiście bardzo ciekawy, zostawię go sobie jednak na kolejny tekst i zajmę się dziś tzw. laktoterroryzmem. W skrócie chodzi o to, że matki karmiące mm, czują się zaszczute przez matki kp, które często uważają i wręcz dosłownie piszą, że mama podająca swojemu dziecku mm jest gorszą matką. Czy tak jest naprawdę? Wg tego wzoru dla pierwszego syna byłam złą matką, dla drugiego nieco lepszą i poszczęściło się dopiero córeczce, która ma idealną matkę. Otóż tak to nie działa.

Gdyby jakość rodzicielstwa wyznaczała jedynie zawartość żołądka dziecka, byłoby o wiele prościej sprostać roli rodzica. Magicznym kluczem do uchwycenia obiektywnej prawdy jest zrozumienie, że mleczna droga (jak już pisałam, często bardzo wyboista) wymaga współpracy obojga zainteresowanych – mamy  i dziecka. Mimo zapału i zdecydowania ze strony mamy, pojawiające się trudności mogą skutecznie zniechęcić do podania piersi, a w chwili kryzysu brak świadomego i odpowiedzialnego wsparcia bliskich oraz procesjonalnej porady laktacyjnej, przekreślić szansę na pomyślne kp. Pozytywne jest to, że z każdym następnym dzieckiem udaje się łatwiej i przyjemniej spełnić w roli matki karmicielki. Nie zapominajmy jednak, że nie wszystkie jesteśmy gotowe na więcej niż jedną ciążę. Dlatego już przed tą pierwszą warto się adekwatnie przygotować do tej roli.

Karmić z piersi dając piersi odpocząć

Przygotowanie się do roli to nic innego jak uzbrojenie się zawczasu w merytoryczne i praktyczne narzędzia. Należy przyswoić wiedzę z pewnych (zweryfikowanych) źródeł, przygotować psychicznie na ewentualne laktacyjne trudności, zaopatrzyć w sprzęt do odciągania pokarmu, kapustę, termofor, dobry krem na brodawki, chłonne wkładki laktacyjne, suplementy diety i herbatki dla mam karmiących oraz butelkę przystosowaną do podania mleka mamy, taką, która nie zakłóci karmienia piersią, a dzięki której np. podrażnione sutki złapią chwilę oddechu albo będziemy mogły wyjść pozostawiając kogoś bliskiego, kto poda mleko „z piersi” bez piersi. Jeszcze kilka lat temu nie napisałabym poprzedniego zdania, bo nie było wciąż w Polsce słynnej Mimijumi zwanej butelką aktywnego macierzyństwa (ba! nawet butelką aktywnego tacierzyństwa!), ale od kiedy się pojawiła mówienie o dokarmianiu piersią bez piersi nabrało niespodziewanej logiki o czym sama mogłam się przekonać i tylko dlatego o tym piszę. Mało tego, karmieniem zajął się mój najstarszy podając moje mleko przy użyciu Mimijumi swojemu małemu bratu (dowody na zdjęciu).

Przepis na dobrą matkę

Gotowego przepisu na to jak być dobrą mamą oczywiście nie znam i jeśli dałyście się zwieść tytułowi to tłumaczę, że był to tylko test na wasz dystans do tego co czytacie w sieci. Jestem pewna, że większość z was podeszłą do tego tytułu nieufnie i jeśli tak jest to gratuluję. Podsumowując jednak, na pewno nie decyduje o tym sposób wydania dziecka na świat ani karmienie malca piersią. Wydaje mi się, że dobra mama to mama wyrozumiała, pełna empatii i czułości, to ktoś do kogo chce się wracać, ktoś kto o 4. nad ranem wstanie z ciepłego łóżka tylko po to, aby podać spragnionemu sześciolatkowi szklankę wody. Mama daje poczucie bezpieczeństwa i dba o beztroskie dzieciństwo – dlatego przy niej dziecko może pozwolić sobie na bycie sobą – wyrzucić wszystkie emocje, lęki i troski, być może dlatego często mamy wrażenie, że nasze pociechy to właśnie nam dają najbardziej popalić!

Tak, jestem za kp, ale pisząc to podkreślam, że piszę to za siebie. Doświadczenie pozwala mi zrozumienie, na dyskusję, i choć daleka jestem od nakłaniania do „cycania” to polecam je w swoich wszystkich trzech wcieleniach: jako matka zła, matka trochę lepsza i matka niemal idealna J  A skoro już tyle się ich we mnie zmieściło to czasem pozwalam im się im wszystkim w sobie pokłócić i poubliżać nawzajem dzięki czemu staję się bardziej wyrozumiała dla innych. Polecam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here