Rytuał sati. Tragiczny los indyjskich wdów

0
1397

Sati śmiało można uznać za jedną z najbardziej brutalnych i przerażających praktyk funeralnych, jakie towarzyszyły hinduskiemu obrządkowi pogrzebowemu. Zwyczaj ten oznaczał dobrowolną śmierć kobiety, której mąż stracił życie.

Nie wiadomo od kiedy rytuał sati stał się częścią rytuału pogrzebowego na subkontynencie indyjskim, ale musiało to być bardzo dawno temu. Traktowane jako historyczne relacje opisy dobrowolnego samospalenia się kobiet – ale też i mężczyzn – znaleźć można w Mahabhabaracie, zwanej piątą Wedą.

Termin sati pochodzi z języka sanskryckiego, od słowa satja, które pierwotnie oznaczało cnotliwą drogę prawdy. Określenie sati stosowano wobec wdów dobrowolnie oddającym życie na stosie pogrzebowym swojego współmałżonka. Co istotne, słowo sati, oznaczało, zarówno w sanskrycie, jak i w języku hindi, nie tylko rodzaj ceremonii pogrzebowej, ale w równym stopniu określało także kobietę wierną swojemu mężowi. Nazwa nawiązuje do mitycznej postaci bogini Sati zwanej też Dakszajani, żony boga Śiwy. To ona jako pierwsza dokonała samospalenia, nie chcąc znosić upokorzenia ze strony swojego ojca, egotycznego Dakszy.

Niezwykle istotną kwestią leżącą u zarania sakralnego znaczenia samospalenia wdowy był fakt, że ceremonia rytuału sati mogła się dopełnić jedynie wtedy, gdy kobieta z własnej, nieprzymuszonej woli postanowiła spłonąć żywcem na stosie pogrzebowym swojego zmarłego męża. Dlaczego kobiety dobrowolnie decydowały się na taki krok? Wdowa w Indiach przez stulecia była osobą niemal całkowicie wykluczoną ze wspólnoty. Jednocześnie, nie mogła ponownie wyjść za mąż.

Zgodnie z obowiązującą w Indiach tradycją, pogrzeb odbywał się kilka dni po śmierci mężczyzny. Makabryczny dla nas rytuał sati miał według swojej filozofii ułatwić „połączenie” duchowe małżonków w zaświatach, bądź w przyszłym ich życiu. Warto zauważyć, iż sati – oczywiście tylko w pewien symboliczny sposób – przypominało w swej istocie ceremonię ponownych zaślubin obojga ludzi. Kobietę ubierano na pogrzeb w szaty, w których wcześniej podążały do ołtarza, by znów połączyć się w miłości ze swymi mężami.

Przed rozpoczęciem sati zapłakana wdowa przysiadała najczęściej tuż przy zwłokach ukochanego, umieszczając jednocześnie jego głowę na swych kolanach. Czasami również kładła się obok, oczekując tym samym na rozpalone płomienie. Nie brakuje relacji wielu przerażonych podróżników jak i hinduskich historiografów, w których to opowieściach wdowa wskakiwała w gorące płomienie stosu, co więcej – nawet sama wzniecała wcześniej rytualne ognisko.

Niewątpliwie jednym z najtrudniejszych i bestialskich elementów ceremonii sati było rygorystyczne milczenie wdowy. Kobieta, by móc przekroczyć granicę zaświatów razem ze swym ukochanym musiała przejść ten przerażający, śmiertelny rytuał w całkowitej ciszy, nie wydobywając z siebie nawet najcichszego dźwięku.

Ogromny ból oraz niewyobrażalne cierpienie z nim związane – zniechęcało bardzo wiele wdów do tak heroicznego czynu, dlatego też istniały przypadki przymusowego sati. Kiedy żona nie chciała spłonąć wraz ze zwłokami męża, to często przywiązywano ją do stosu, najczęściej otępioną wcześniej różnymi substancjami odurzającymi i pozbawioną świadomości czasu i miejsca. Ogień miał zabrać ciała małżonków, uwalniając równocześnie ich nieśmiertelne dusze.

Indyjscy filozofowie i uczeni od wieków aprobowali społeczną ideę dobrowolnej ofiary wdowy w płomieniach. Jednakże każda zasada może podlegać wyjątkom, a zatem istniały odstępstwa w omawianym rytuale. Nie wszystkie kobiety mogły spocząć na stosie ofiarnym razem ze swoimi mężami. Obrzędowi sati nie poddawano niewiast w stanie błogosławionym, czy matek dopiero urodzonych dzieci. Nie pozwalano również na palenie wdów, których ciało było w „stanie nieczystości”, czyli takich, które w momencie pochówku małżonka przechodziły menstruację albo były w połogu. Robiono tak dlatego, że krew towarzysząca kobietom w tymże okresie była uznawana za nieczystą, brudną i niebezpieczną. Jej obecność mogła zaszkodzić pomyślności rytuału i szczęśliwemu odejściu męża do nowego życia.

Rytuał sati już od początku swojego istnienia wzbudzał też głębokie kontrowersje, ponieważ nie wszyscy hindusi pokornie zgadzali się na bestialskie praktyki wobec kobiet. Jednak z głęboko zakorzenioną przez wieki tradycją trudno było walczyć.

Samospalenia wdów prawnie zakazano dopiero podczas panowania Brytyjczyków na Półwyspie Indyjskim, a z kolei kategorycznie zakazano go w latach 1829 – 1830 za sprawą gubernatora generalnego, Williama Bentincka. Obecnie o rytuale sati już się nie słyszy – stanowi on jedynie historyczny ślad po bogatej, a niezwykle trudnej do zrozumienia przez Europejczyków, kultury hinduskiej. Trzeba mieć na uwadze, że zdarzały się pojedyncze przypadki, mające miejsce w XX i XXI wieku, kiedy to wdowy dobrowolnie albo pod przymusem najbliższego otoczenia zmarłego palono na rytualnych stosach pogrzebowych.

Całe szczęście, iż powszechna jest w Indiach świadomość okrucieństwa i bezsensu tej praktyki we współczesnych czasach. Konstytucja indyjska pozwala obecnie na ponowne zamążpójście owdowiałej kobiety. Sytuacja społeczna wdów również uległa pozytywnej zmianie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here