Samotność, czy naprawdę jest się czego bać…?

0
328
Lonely woman standing with crossed arms - panorama

Dlaczego?

Od kiedy pamiętam zawsze byłam otoczona ludźmi, całym mnóstwem ludzi. Każdej napotkanej osobie oddawałam całą siebie, bez zastanowienia i bez myślenia o konsekwencjach. Przez wiele lat moim życiowym motto było: „Ludzie są najważniejsi” i rzeczywiście tak żyłam. Wierzyłam bezgranicznie, wręcz naiwnie, wierzyłam w dobre intencje i bezinteresowność, wierzyłam, że jeśli dam z siebie wszystko zawsze będę otoczona dobrymi ludźmi. Byłam zawsze na każde zawołanie, zawsze stawałam na wysokości zadania. Dlaczego? Może ze strachu, że zostanę sama i poznam to uczucie bycia „samotną”, które przerażało mnie jak żadne inne, ale… Karma nie wróciła… Wiele razy zostałam.

Trzeba?

Dzisiaj dobiegam do czterdziestki, mam jedna prawdziwą przyjaciółkę, kilka koleżanek. A moje motto? No cóż, niestety zestarzało się ze mną. To gorzka prawda, ale prawda – a może wcale nie tak znowu gorzka. Dzisiaj zastanawiam się co było powodem mojego działania, dlaczego tak bezgranicznie ufałam i zatracałam siebie? Teraz jako dojrzała i świadoma osoba już wiem, że był to strach przed samotnością. Żyłam życiem innych. Bardzo bałam się zostać sama ze sobą. Zawsze potrzebowałam ludzi, bo tylko wtedy wydawało mi się, że moje życie ma prawdziwy sens i jest coś warte.

Czy można inaczej?

Teraz dorosłam do bycia samą… i poczułam wielką ulgę. Ulgę, bo nie muszę już dogadzać wszystkim, myśleć co jeszcze mogę zrobić żeby kogoś uszczęśliwić. Powoli uczę się (z naciskiem na powoli i uczę się) co zrobić żebym to ja była lub chociaż bywała szczęśliwa. Nie jest to proste, naprawdę. Cały czas łapię się na tym, że chce dogodzić innym, zapominając co ja tak naprawdę myślę, czuję i chcę. Ale… uczę się. To długa i trudna droga, ale wiem, że mogę zostać sobą nie zatracając się w innych.

Muszę budować silną siebie, swój charakter, nauczyć się być sobą, a nie kimś kto spełnia oczekiwania innych. Nie jest to proste nie tylko dlatego, że zmienia się całkowicie percepcja, ale też dlatego, że ludzie są bardzo zdziwieni kiedy nie dostają już tego co zawsze wydawało im się naturalne i oczywiste. Teraz i ja, i moje otoczenie stajemy przed wyzwaniem. Oni muszą nauczyć się, że podejmuję swoje decyzje i ponoszę za nie pełne konsekwencje, a ja, że muszę ufać sobie. Ale to miłe uczucie, tak jakbym odzyskiwała kontrolę nad sobą i swoim życiem… Powoli…

Kontrolowana samotność

Wspólnie z przyjaciółką często używamy określenia „kontrolowana samotność”. Nie wiem skąd ono się wzięło, ale u nas znaczy tyle co dawanie sobie samej czasu na pobycie ze sobą. Obie jesteśmy w związkach i mamy dzieci. Każda z nas robi to inaczej, ale u każdej z nas działa. Ona na przykład potrzebuje mieć pusty dom żeby nikt nie wprowadzał chaosu, chce zrobić to co zaplanowała bez obaw , że ktoś zakłóci jej plany. Pierze, odkurza, prasuje, myje okna i podłogi, gotuje, wychodzi z psem na spacer… U mnie wszystko zaczyna się od posprzątania – nie umiem odpoczywać w bałaganie. Potem chcę mieć wyłączony telefon, a przynajmnieć dać sobie luksus nieodbierania go, być offline. Wtedy włączam serial, który zawsze miałam ochotę zobaczyć, ale nigdy nie miałam czasu. Uwielbiam uczucie kiedy mogę obejrzeć kilka odcinków. Czasem to musi być coś co oderwie mnie od rzeczywistości np.  ostatnio „Friends” – zupełnie odleciałam i nie myślałam o niczym poza tym co będzie dalej z Rachel i Rossem. Ale czasem musi być to coś co wbije mnie w fotel i da mnóstwo tematów do przemyśleń, jak np. „Gypsy”, czy „13 powodów.

I chociaż obie totalnie różnie kontrolujemy swoją samotność, obie mamy coś wspólnego, najważniejszym jej czynnikiem jest to, że w każdej chwili kiedy chwycimy za telefon, będą tam osoby bliskie, ale tylko te naprawdę bliskie…

A Wy? Bywacie samotni? Jak sobie z tym radzicie?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here